Sejm grodzieński, 1793
L .M. Engelhardt, Pamiętniki.

W Grodnie zebrano sejm; Sievers zażądał jako wynagrodzenie za poniesione przez Rosję nakłady i straty   przy zwaleniu konstytucji, uspokojeniu anarchii, podobnej do francuskiego jakobinizmu, odstąpienia późniejszych guberni litewskich, kijowskiej, wołyńskiej i podolskiej. Długo i upornie Polacy nie zgadzali się na to odstąpienie, ale kiedy postrzegli, że zapaleńsi z ich patriotów przepadali gdzieś z Grodna, zdecydowali się nareszcie,   po długim sprzeciwianiu się, na ustępstwo znacznych tych prowincji cesarzowej. Ponieważ, jednak w Grodnie znajdował się także Buchholtz, poseł Prus, z którymi dwór nasz był w ścisłym sojuszu.  przeto Polacy słusznie obawiali się, aby i król pruski nie rościł sobie jakichś pretensji do prowincji graniczących z posiadłościami jego, a to z tego powodu, że przeszły ambasador jego, Lucchesini,   pomagał im do ustanowienia Konstytucji 3 Maja, świeżo teraz obalonej. Tak. jeden monarcha żądał nagrody za to, że konstytucję obalił, drugi zaś za to, że dopomagał podstępnie do jej uchwalenia; każdy z nich silił się wyciągnąć z tego swoje do nich prawa, które w istocie były tylko prawem siły.
Porządek sejmowania tak się odbywał: w pobliżu tronu, na którym zasiadał król, obecny na każdej sesji, siedzieli ministrowie Rzplitej; po obu stronach senatorowie, zaś wzdłuż sali urządzone były amfiteatralnie miejsca dla deputowanych, których było po dwóch z każdego powiatu. Za nimi mieścili się spektatorowie, tak Polacy jako i cudzoziemcy, ale tym ostatnim nie dozwalano być tam w mundurach i z właściwą im bronią. Wybierano marszałka sejmowego, od którego zależało, w wypadku kilku wołających o głosy, dać głos temu, któremu chciał. Na sejmie tym obrany był marszałkiem hr. Bieliński; sesje zaczynały się zawsze o godzinie trzeciej z południa./.../
Hrabia Bieliński miał wzrok bardzo krótki, jeśli więc kilku posłów wołało o głos, zwykle długo on przez lornetkę przypatrywał się wołającym, a to w celu, aby dopuścić do głosu tego mianowicie posła, który popierał interesa dworu naszego albo berlińskiego. Zdarzało się, że przez pomyłkę pozwalał zabierać głos posłom przeciwnym interesom tych dworów, w takim razie tacy posłowie natychmiast wyprowadzani bywali przez oficerów rosyjskich, w cywilnym ubraniu w izbie znajdujących się i umyślnie po to do niej wysyłanych. Jeden z przekupionych posłów, jak wyżej się mówiło, przyjaciół naszych Suchorzewski chciał dnia pewnego podać projekt do traktowania z posłem pruskim, ale natychmiast znaczna liczba deputowanych, wyjąwszy szable z pochew, rzuciła się na niego i kilka ran mu zadała w roznamiętnionym tym napadzie, tak tłumnie, że ledwie oficerowie nasi zdołali go obronić i wyprowadzić z sali posiedzeń do sieni, w której słudzy nagromadzeni przywitali go okrzykami: "Zdrajca, zdrajca" i narzucili go czapkami.
Przez cały czas tego sejmu nieustanne były bale, uczty i ognie sztuczne, którymi nasz poseł, równie   jak i Buchholtz, rozrywali jeden przed drugim Polaków;   i ci ostatni podobnież przyjmowali Rosjan. Mnóstwo dam   polskich z wyższego towarzystwa, pięknością i znanymi przyciągającymi ich wdziękami ożywiało te bale, ale czternastoletnia księżniczka Czetwertyńska wszystkie je zaćmiła.
  W dalszym ciągu posiedzeń tego sejmu nikt nie ośmielał się podawać projektu do traktowania z posłem pruskim o zabór gwałtem zajętych przez Prusaków prowincji; na koniec dla przełamania tego oporu, pewnego dnia salę obrad otoczono czterema batalionami piechoty z odpowiednią dział liczbą. Jenerał Rautenfeldt w pełnym mundurze wprowadzony został na posiedzenie i zasiadł w krześle umyślnie  dla niego przygotowanym obok tronu, mając dla wypełnienia natychmiastowego rozkazów swoich czterech oficerów także w mundurach, poumieszczanych w różnych miejscach izby. Kiedy król zasiadł na tronie, marszałek według swego zwyczaju zagaił sesją, ale ze wszech stron zaczęto nie dopuszczać zagajenia i tłumne okrzyki wołały, że sesja "nie zagojona", a w miarę tego jak Bieliński zaczynał dopełniać tej formalności przedwstępnej, ale koniecznej, krzyki te i namiętne „głosy sprzeciwiania się uskutecznić mu jej nie, dozwalały, tak, że w burzliwym tym zamieszaniu przeszedł czas niezmiernie długi, bo do trzeciej godziny z rana. U drzwi sali postawiono wskutek tej opozycji wartę, która nikogo nie wypuszczała. Król osłabł i kilka razy przynoszono mu bulionu i wina.
Na koniec po trzeciej godzinie Bieliński, nie zagaiwszy sesji, zbliżył się do tronu i oznajmił, o odebraniu nowej noty od Sievrsa, którą król kazał odczytać. Nota ta wymagała natychmiastowego wyznaczenia delegacji dla traktowania z posłem pruskim. Kiedy zawezwano każdego z posłów szczegółowo, aby na tę propozycję zapisał się twierdząco albo przecząco, w takiej ostateczności nikt nie ośmielił się oponować temu rozkazowi w obawie, ażeby nie został wywieziony na Sybir, wskutek czego wybrano delegatów, wpierw na to przez Sieversa naznaczonych, gotowych podpisać wszystko, cokolwiek by im tylko rozkazano. Na tym skończyło się to posiedzenie, siłą i gwałtem odznaczone.
Wybrani na nim posłowie ustąpili Prusakom teraźniejsze Wielkie Księstwo Poznańskie, po czym wkrótce sejm został rozpuszczony./.../